Ads 468x60px

.

czwartek, 30 stycznia 2014

Wyścig tajemnic - Tyler Hamilton, Daniel Coyle - recenzja


Muszę się przyznać, że ostatnio przeniosłem trzy książki Lance’a Armstronga z reprezentacyjnego miejsca na półce z ulubionymi lekturami, w nieco bardziej ustronne miejsce. Choć nie miało to wielkiego znaczenia, bo gdybym był chandlerowskim bohaterem to mógłbym powiedzieć o sobie, że nie odwiedzają mnie tłumy. I muszę również przyznać, że nie tylko kibicowałem Lance’owi Armstrongowi, ale byłem jednym z tych, których można nazwać Wyznawcami. Wyznawcami Bossa z Austin, który pokonawszy śmiertelną chorobę, wrócił do zawodowego kolarstwa i siedem razy, jak lubił mawiać, skopał tyłek całemu światu, wygrywając Tour de France.

I pamiętam ten dzień, mniej więcej rok temu, kiedy wstałem rano i zacząłem czytać w internetowych portalach streszczenie wywiadu Armstronga jakiego udzielił Oprah Winfrey. I nadal nie wierzyłem. Dopiero, kiedy na własne oczy zobaczyłem i usłyszałem, jak sześciokrotnie odpowiada „Tak” na pytania Oprah o doping i o to, że wszystkie jego zwycięstwa w najsłynniejszym z Tourów to, rzecz upraszczając, jedna wielka ściema, wtedy uwierzyłem. I skoro już tak mi dobrze idzie w kwestii wyznań, to dodam, że jeszcze w momencie zadawania przez prowadzącą tychże pytań, wierzyłem, że Armstrong zaprzeczy, może nawet udowodni swoją niewinność, a przynajmniej w jakiś sposób okaże się, że to wszystko, co wyczytałem w internecie, co znałem wcześniej z raportu USADA, jest wielkim spiskiem skierowanym przeciwko mojemu idolowi.

sobota, 25 stycznia 2014

Ciemność widoma. Esej o depresji – William Styron - recenzja

William Styron (1925-2006), amerykański pisarz, Laureat Nagrody Pulitzera za Wyznania Nata Turnera w 1968, autor m.in. Wyboru Zofii i Hawany w Camelocie.

Ciemność widoma. Esej o depresji – William Styron - recenzja


poniedziałek, 20 stycznia 2014

Szanowny Panie Bukowski!


Domyślam się, że czyta Pan ten list, jak to ma w zwyczaju, wypiwszy wcześniej pół litra whisky i dwanaście piw, i mam takie przypuszczenie graniczące z pewnością, że było Panu mało tego wieczora, postanowił Pan co nieco dokupić, wyszedł Pan z mieszkania i znalazł ten list na wycieraczce, prawda?

Mówiąc szczerze ja również, jak to się tutaj u nas mówi, dzisiaj nie wylewałem za kołnierz, inaczej pewnie nigdy nie zdobyłbym się na odwagę, żeby napisać ten list.
Panie Bukowski! Muszę przyznać nieśmiało, że nie przeczytałem wszystkich dzieł z Pańskiego sporego dorobku, nie mniej jednak przeczytałem ich dostatecznie wiele, żeby wyrobić sobie zdanie na ich temat.

czwartek, 16 stycznia 2014

Charles Bukowski - cytaty


Życie ludzi nie różni się aż tak bardzo - chociaż jesteśmy skłonni wierzyć w swoją niepowtarzalność.

Dobroć można niekiedy znaleźć w środku piekła.

Nie ma mowy, żebym przestał pisać. To pewna odmiana szaleństwa.

Nie jest źle być głupkiem pod warunkiem, że masz świadomość własnej ignorancji.

Łatwo pisze się tylko o dziwkach, pisanie o wartościowej kobiecie to już nie taka prosta sprawa.

Jestem mocno osadzony w nicości, w swego rodzaju niebycie, i akceptuję to w pełni. Nie czyni to ze mnie osoby zbyt interesującej. Nie chcę być interesujący, to zbyt trudne.

W pewnym sensie, chociaż nie jestem tym zachwycony, wykształcenie bywa przydatne, kiedy patrzysz na menu lub szukasz pracy, zwłaszcza w tym pierwszym wypadku.

Na tym polega kłopot z piciem, pomyślałem, nalewając sobie drinka. Gdy wydarzy się coś złego, pijesz, żeby zapomnieć. Kiedy zdarzy się coś dobrego, pijesz, żeby to uczcić. A jeśli nie wydarzy się nic szczególnego, pijesz po to, żeby coś się działo.

Ludzie zwykle lepiej prezentują się w listach niż w rzeczywistości. Pod tym względem bardzo przypominają poetów.

Doszedłem do następujących konkluzji. Jeśli żywisz do kobiety jakieś uczucia, powściągnij swoją naturalną chęć, by ją natychmiast zerżnąć. Nie obawiaj się, zdążysz. Jeśli jej nie znosisz od samego początku, spróbuj od razu ją wydymać. Jeśli zaś tego nie zrobiłeś, to lepiej jest odczekać, przy sposobności zerżnąć ją przykładnie, a znienawidzić później.

- Masz coś przeciwko czarnym? - Mam coś przeciwko wszystkim.

Zawsze wolałem składać wizyty kobietom, niż przyjmować je u siebie. Pewnie dlatego, że z cudzego domu zawsze mogłem wyjść.

Ludzkości! Nigdy nie byłaś wiele warta - tak mogłaby brzmieć moja dewiza.

Czy ona jest kobietą wyzwoloną? Skąd, jest tylko napalona jak diabli.

Facet potrzebuje wielu kobiet tylko wtedy, kiedy żadna z nich nie jest nic warta.

środa, 15 stycznia 2014

Trafny wybór - JK Rowling

Historii o lataniu na miotle nie lubiłem, nie przepadałem za czytaniem o rzucaniu czarów. Ja nawet w Śródziemiu nie przepadłem, nie porwał mnie ten świat. Jak w dowcipie, że piersi są dla dzieci, a bawią się nimi dorośli, tak nie chciałem. Tomek na Czarnym Lądzie mnie nudził, a Pan Kleks przerażał jak kościelny organista. Potteromani oparłem się skutecznie i o szafę. Zestarzałem się wraz z kolejnymi tomami, z Harrym Potterem i JK Rowling, aż doczekałem jej pierwszej powieści dla dorosłych.

Nienawidzę małych miasteczek. Wpadam tam jak bomba zapalająco-burząca, z książką pod pachą. Przelatuję nad rynkiem, ludzie snują się na nim, jakby do pracy nie chodzili. Lecę, kilka sekund i po miasteczku. Zawracam nim znajdę się we wsi, których nie cierpię jeszcze bardziej. Ląduję na rynku, widać że obcy jestem, wszyscy znają wszystkich, wszyscy o wszystkich wiedzą, za wyjątkiem mnie, ja nie znam nikogo, nikt mnie nie zna. Ale wyróżniam się, idę pewnym krokiem, nie snuję się, siadam na ławce, książkę spod pachy wyciągam. "Trafny wybór" JK Rowling, choć w księgarni wybór coraz trudniejszy, zbyt wielu autorów przypada aktualnie na jednego czytelnika.
I gdybym trafił do takiego fikcyjnego Pagford, jak z powieści Rowling, to uciec chciałbym jak najprędzej. A zostać musiałem na ponad pięćset stron. Okładka nie zachęca, liternictwo powala tylko chwilowo, ilustracja nie przenosi w inny świat, a bohaterów od strony pierwszej jak w książce telefonicznej. Pogubić się łatwo, na szczęście autorka dłoń pomocną wyciąga, no cóż - miliard się zarobiło, wypada ulżyć czytelnikowi, bo mamy tam Sukhvinder, Milesa czy Shirley. Nie to co u niektórych polskich autorów, którzy zachowują się, jakby nie znali wszystkich liter alfabetu: Andrzej, Adam, Anastazy albo Zawadzki, Zarzycki, Zalewski.

Rowling na szczęście powieść zaplanowała precyzyjnie niczym wycieczkę “14 krajów w 72 godziny”, i uciec chciałoby się gdziekolwiek, a “Trafny wybór” nomen omen nie daje żadnego wyboru, za miejsce akcji mając tylko Pagford, w którym wiadomo: rynek, kościół, cmentarz, szkoła. I snująca się po nim ludzka ciżba, nieprzyjemna i brzydka, a jedyny sprawiedliwy członek tej społeczności umarł na dziesiątej stronie, pozostawiając wolne miejsce w radzie miejskiej.

I wielu tego miejsca łaknie, wakat pragnie wypełnić, z ideami wielkimi na ustach, swój malutki wszechświat zmieniać chcą, pozbyć się niezbyt udanego osiedla Fields, zamieszkiwanego przez zasiłkowo-metadonowy lumpenproletariat. Oddać je sąsiedniej gminie, a na ośrodek leczenia uzależnień bombę atomową zrzucić. Żeby ich Pagford piękne i kwitnące, a w nim wiadomo: rynek, kościół, cmentarz, szkoła i domki jak z folderu, ogródki jak “Z tygodnia na działce”, a pod tym całym eleganckim widoczkiem jak z pocztówki, wszystko się lepi od przemocy domowej, rasizmu, brudu, patologii, przywar jak u Krasickiego. W każdy kąt zaglądamy, pod każdy dywan, a “za każdą fortuną, kryje się zbrodnia”.

Banał, chciałoby się rzec, ale banał ładnie opakowany, z maestrią skonstruowany, niemal ideał jak z podręcznika creative writing. Obawiam się, że boom na kreatywne pisanie, które jak wiadomo jest najmniej kreatywne, dopiero u nas nastanie, a “Trafny wybór” to powieść popularna niemalże doskonała, co właściwie w Polsce brzmi jak obelga, bo tutaj można być albo grafomanem albo Miłoszem. Jakby nic pośrodku nie istniało. Dygresja, wybaczcie, ale bez nawiasu, bez których autorka obyć się nie umie, co drażni i powieść upodabnia do zeszytu matematyki z piątej klasy.

“Trafny wybór” to misterna konstrukcja, w której nawet ukradziony zegarek może być jak ta strzelba z Czechowa. Tu trzeba pani Rowling przyklasnąć, honory oddać i na kolana paść. Napięcie rośnie z każdą stroną, duch ostatniego sprawiedliwego pod kilkoma postaciami się objawia, zamęt siejąc, i obnażając na forum internetowym tajemnice mieszkańców Pagford, które jest siedliskiem zepsucia niczym Sodoma. Wszyscy bohaterowie zbrukani, wściekli, źli. Zwrotów akcji specjalnych nie ma, a te które są nie zwalają z nóg i nie walą jak obuchem w łeb. Odrobiny optymizmu w tym wszystkim brakuje, a i zakończenie też go nie przynosi.

W sytuacji szczęśliwej jestem, bo już wiem, że JK Rowling nie zamierza porzucić swoich dorosłych czytelników, i że na szczęście nie zamierza zostać literacką królową małomiasteczkowej Anglii, że do Londynu wróciła z akcją kolejnej powieści, że to kryminał, choć napisany jako Robert Galbraith. Wcisnę go pod pachę i polecę oddać się lekturze.

"Trafny wybór" (The Casual Vacancy) J. K. Rowling, Wydawnictwo Znak, 2012
 
stat4u
 
Blogger Templates