Ads 468x60px

.

czwartek, 30 stycznia 2014

Wyścig tajemnic - Tyler Hamilton, Daniel Coyle - recenzja


Muszę się przyznać, że ostatnio przeniosłem trzy książki Lance’a Armstronga z reprezentacyjnego miejsca na półce z ulubionymi lekturami, w nieco bardziej ustronne miejsce. Choć nie miało to wielkiego znaczenia, bo gdybym był chandlerowskim bohaterem to mógłbym powiedzieć o sobie, że nie odwiedzają mnie tłumy. I muszę również przyznać, że nie tylko kibicowałem Lance’owi Armstrongowi, ale byłem jednym z tych, których można nazwać Wyznawcami. Wyznawcami Bossa z Austin, który pokonawszy śmiertelną chorobę, wrócił do zawodowego kolarstwa i siedem razy, jak lubił mawiać, skopał tyłek całemu światu, wygrywając Tour de France.

I pamiętam ten dzień, mniej więcej rok temu, kiedy wstałem rano i zacząłem czytać w internetowych portalach streszczenie wywiadu Armstronga jakiego udzielił Oprah Winfrey. I nadal nie wierzyłem. Dopiero, kiedy na własne oczy zobaczyłem i usłyszałem, jak sześciokrotnie odpowiada „Tak” na pytania Oprah o doping i o to, że wszystkie jego zwycięstwa w najsłynniejszym z Tourów to, rzecz upraszczając, jedna wielka ściema, wtedy uwierzyłem. I skoro już tak mi dobrze idzie w kwestii wyznań, to dodam, że jeszcze w momencie zadawania przez prowadzącą tychże pytań, wierzyłem, że Armstrong zaprzeczy, może nawet udowodni swoją niewinność, a przynajmniej w jakiś sposób okaże się, że to wszystko, co wyczytałem w internecie, co znałem wcześniej z raportu USADA, jest wielkim spiskiem skierowanym przeciwko mojemu idolowi.

Idolowi największemu z największych, bowiem od kilku lat Tour de France jest dla mnie najważniejszą imprezą sportową roku, ważniejszą niż igrzyska olimpijskie czy futbolowe mistrzostwa świata, a w niej Lance Armstrong występował zazwyczaj w roli głównej. Przez lata go broniłem, na wszystkie oskarżenia o doping, odpowiadałem zawsze jednakowo: żadne badanie nigdy nie wykazało, że Armstrong stosował niedozwolone środki, a mój podziw dla niego, był dużo silniejszy niż wszystkie podejrzenia.

Zawsze też zastanawiało mnie jedno, a co na potrzeby dyskusji z wrogami mojego idola nazwałem „klątwą Armstronga”, otóż ilekroć jakiś kolarz odchodził, najczęściej skonfliktowany z nim, z drużyny, w której jeździł Armstrong, to bardzo szybko wpadał on złapany na stosowaniu dopingu. Nie muszę specjalnie głęboko grzebać w pamięci, żeby przytoczyć nazwiska tych, którzy padli ofiarą tej klątwy, a więc: Tyler Hamilton, Roberto Heras czy Floyd Landis, można do tej listy dołączyć nawet Alberto Contadora. Wszyscy wpadali, a Lance Wszechmogący trwał. Ciekawe jak to możliwe, prawda?

Książka dziennikarza Daniela Coyle’a i wspomnianego wcześniej kolarza Tylera Hamiltona „Wyścig tajemnic” odpowiada na to pytanie oraz odsłania wszystkie szczegóły działania przedsiębiorstwa pod nazwą „Lance Armstrong”, bo było to ogromne przedsięwzięcie, w którym albo zgadzałeś się na wszystko jak Tyler Hamilton, albo odchodziłeś w niesławie jak choćby Frankie Andreu, który nie chciał korzystać z Edgara, jak kolarze nazywali EPO, i musiał odejść z drużyny, a dla Armstronga stał się zagrożeniem i niemal śmiertelnym wrogiem. Ostatecznie to m.in. jego zeznania pogrążyły Bossa, choć można powiedzieć, że zmowa milczenia w sprawie Armstronga, jak na ilość zaangażowanych w proceder osób, trwała bardzo długo, ale kiedy pękło pierwsze ogniwo, to afera dość szybko nabrała wielkości i szybkości śniegowej lawiny.

Właściwie nic mnie w tej książce nie zdziwiło, nie zaskoczyło. Zdawałem sobie sprawę, jak to musiało wyglądać. Ale gdybym miał okazję zadać Armstrongowi jedno pytanie, to brzmiałoby ono tak: „Słuchaj, dude, wygrałeś walkę ze śmiertelną chorobą, mam nadzieję, że za dwa lata nie okaże się, że to również była ściema, ale... brałeś doping od początku, a jak wróciłeś po chorobie to powiedziałeś sobie – teraz, to ja wezmę tyle, że wygram Tour de France pięć albo i siedem razy, tak?” Ciekaw jestem odpowiedzi, choć potrafię ja sobie wyobrazić, byłyby to mniej więcej ten sam bełkot, którym Armstrong próbował się bronić choćby w rozmowie z Winfrey: że on tylko wyrównywał szanse, bo w tych czasach wszyscy stosowali doping, czyli albo bierzesz i wygrywasz, albo jesteś uczciwy i nie osiągasz nic. Doprawdy, diabelska alternatywa.

Był, we wspomnianym już wywiadzie przeprowadzonym przez Oprah Winfrey, fragment, który wstrząsnął mną bardziej niż skala oszustwa i wszystkie szczegóły medyczne z książki Coyle’a i Hamiltona, a mianowicie, kiedy rozmowa zeszła na temat najstarszego syna Armstronga - Luke’a i tego jak on się czuje, teraz, kiedy okazało się, że jego ojciec jest jednym z największych oszustów w historii sportu. Przez tę krótką chwilę spadła z twarzy Armstronga maska Bossa i przez kilkanaście sekund można było zobaczyć człowieka z krwi i kości, a nie ludzką maszynę naszprycowaną dopingiem i wjeżdżającą na Mont Ventoux z kadencją 110 obrotów na minutę. Krótko to trwało, ale wtedy na twarzy Armstronga przez chwilę można było zobaczyć odrobinę skruchy i żalu, do czego doprowadził najpierw przez lata oszukując, a potem brnąc w te kłamstwa jak w bagno. Ale żeby Wyznawcy ci wybaczyli to trochę za mało, Lance.

"Wyścig tajemnic" (The Secret Race: Inside the Hidden World of the Tour de France: Doping, Cover-ups, and Winning at All Costs) - Tyler Hamilton, Daniel Coyle, Wydawnictwo SQN, 2012


1 komentarz:

  1. Fanką Armstronga nigdy nie byłam, kolarstwo mnie nie kręci, ale przyznaje, że ta wiadomość mną też wstrząsnęła. Nawet taki laik jak jak, kojarzy faceta, wie tak pi razy oko, co on osiągnął i po takiej informacji, jakoś robi się dziwnie. Można się czuć paskudnie oszukanym.

    OdpowiedzUsuń

 
stat4u
 
Blogger Templates