Ads 468x60px

.

sobota, 23 sierpnia 2014

Ciemno, prawie noc – Joanna Bator - recenzja


Gdybym był niepokornym dziennikarzem, albo takowym krytykiem, gdybym pracował w jakimś wSieciowym tygodniku, albo w takim, co to zawsze do rzeczy pisze, to na pewno nazwałbym Joannę Bator salonową pisarką, i w tym krótkim epitecie zawierałby się cały stosunek do jej osoby i nade wszystko do jej twórczości. A może nawet poszedłbym o krok dalej i nazwał ją przedstawicielką „ideologii gender”, albo jeszcze dalej i mianowałbym ją naczelnym ideologiem (bo przecież nie ideolożką!). To tak tytułem wstępu, a skoro wyzwiska mamy już za sobą, to możemy przejść do zasadniczej częśći wpisu, czyli recenzji powieści pani Bator „Ciemno, prawie noc”.


Mówiąc szczerze, nie licząc kilkunastu felietonów, które zdarzyło mi się przeczytać, „Ciemno, prawie noc” to mój pierwszy kontakt z twórczością Bator. I tak w ramach kolejnych wyznań, to muszę również przyznać, że przez wiele lat nie potrafiłem jej odróżnić od Grażyny Plebanek. Nie potrafiłem określić, która z nich napisała „Chmurdalię”, a która „Dziewczyny z Portofino”. Nie umiałem również rozpoznać żadnej z nich na zdjęciach. Aż do czasu, kiedy na stronie polityka.pl przeczytałem jej wypowiedź, powtórzoną później w magazynie "Książki", NR 4 (11) grudzień 2013. Wypowiedź cytuję w całości, bo jest, używając języka pani Bator, przecudowna:

 
stat4u
 
Blogger Templates