W triatlonie można się zakochać,
od pierwszego wejrzenia i na całe życie, wystarczy obejrzeć kawałek relacji z
mistrzostw świata na dystansie Ironman rozgrywanych na Hawajach, żeby wpaść po
uszy jak nastolatka w piątej klasie, która obiecuje koledze, że zostanie jego
żoną.
Myślałem, że przelecę przez „Bez ograniczeń” niczym Chrissie Wellington przez swój pierwszy maraton, w 3 godziny
i 8 minut, kto choć trochę w życiu przebiegł, ten wie jak szybko musiała biec. Tymczasem
męczyłem się, jakbym biegł z grupą maratończyków amatorów, która będzie walczyć
o zmieszczenie się w limicie czasu. Lektura zajęła mi ponad tydzień, już po 70
stronach umęczony byłem jakbym przy okazji w dwóch Ironmanach wystartował,
przypominam: 3,8 km
pływania, 180 km
na rowerze plus maraton.