Ads 468x60px

.

Labels

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 lutego 2014

Bez ograniczeń - Chrissie Wellington - recenzja


W triatlonie można się zakochać, od pierwszego wejrzenia i na całe życie, wystarczy obejrzeć kawałek relacji z mistrzostw świata na dystansie Ironman rozgrywanych na Hawajach, żeby wpaść po uszy jak nastolatka w piątej klasie, która obiecuje koledze, że zostanie jego żoną.
Myślałem, że przelecę przez „Bez ograniczeń” niczym Chrissie Wellington przez swój pierwszy maraton, w 3 godziny i 8 minut, kto choć trochę w życiu przebiegł, ten wie jak szybko musiała biec. Tymczasem męczyłem się, jakbym biegł z grupą maratończyków amatorów, która będzie walczyć o zmieszczenie się w limicie czasu. Lektura zajęła mi ponad tydzień, już po 70 stronach umęczony byłem jakbym przy okazji w dwóch Ironmanach wystartował, przypominam: 3,8 km pływania, 180 km na rowerze plus maraton.

sobota, 1 lutego 2014

Cytaty - Ciemność widoma. Esej o depresji - William Styron


Jeszcze bardziej niż z powodu bólu dusza cierpi przytłoczona poczuciem rozpaczliwej beznadziei.

(...) mój mózg, teraz już bez reszty podlegał władzy szalejących bezkarnie hormonów, był nie tyle organem służącym do myślenia, ile instrumentem rejestrującym, minuta po minucie, zmieniający się nieustannie poziom swojego cierpienia.

Do klasycznych symptomów depresji należy utrata wiary w siebie oraz obniżona samoocena - tak więc straciłem niemal zupełnie poczucie własnego ja, a wraz z nim wszelką wiarę we własne siły. Taki stan może szybko przerodzić się w poczucie całkowitej zależności od innych, a to w dziecięcy lęk. Człowieka ogarnia paniczny strach przed utratą rzeczy i ludzi, zwłaszcza bliskich i drogich. Pojawia się gwałtowny lęk przed opuszczeniem i samotnością. Kiedy choćby przez chwilę zdarzało mi się być w domu samemu, natychmiast ogarniało mnie obezwładniające przerażenie i trwoga.

Poczucie straty i opuszczenia we wszelkich jego przejawach jest głównym probierzem depresji - zarówno jej rozwoju, jak i, najprawdopodobniej, źródła.

sobota, 25 stycznia 2014

Ciemność widoma. Esej o depresji – William Styron - recenzja

William Styron (1925-2006), amerykański pisarz, Laureat Nagrody Pulitzera za Wyznania Nata Turnera w 1968, autor m.in. Wyboru Zofii i Hawany w Camelocie.

Ciemność widoma. Esej o depresji – William Styron - recenzja


poniedziałek, 20 stycznia 2014

Szanowny Panie Bukowski!


Domyślam się, że czyta Pan ten list, jak to ma w zwyczaju, wypiwszy wcześniej pół litra whisky i dwanaście piw, i mam takie przypuszczenie graniczące z pewnością, że było Panu mało tego wieczora, postanowił Pan co nieco dokupić, wyszedł Pan z mieszkania i znalazł ten list na wycieraczce, prawda?

Mówiąc szczerze ja również, jak to się tutaj u nas mówi, dzisiaj nie wylewałem za kołnierz, inaczej pewnie nigdy nie zdobyłbym się na odwagę, żeby napisać ten list.
Panie Bukowski! Muszę przyznać nieśmiało, że nie przeczytałem wszystkich dzieł z Pańskiego sporego dorobku, nie mniej jednak przeczytałem ich dostatecznie wiele, żeby wyrobić sobie zdanie na ich temat.

środa, 15 stycznia 2014

Trafny wybór - JK Rowling

Historii o lataniu na miotle nie lubiłem, nie przepadałem za czytaniem o rzucaniu czarów. Ja nawet w Śródziemiu nie przepadłem, nie porwał mnie ten świat. Jak w dowcipie, że piersi są dla dzieci, a bawią się nimi dorośli, tak nie chciałem. Tomek na Czarnym Lądzie mnie nudził, a Pan Kleks przerażał jak kościelny organista. Potteromani oparłem się skutecznie i o szafę. Zestarzałem się wraz z kolejnymi tomami, z Harrym Potterem i JK Rowling, aż doczekałem jej pierwszej powieści dla dorosłych.

Nienawidzę małych miasteczek. Wpadam tam jak bomba zapalająco-burząca, z książką pod pachą. Przelatuję nad rynkiem, ludzie snują się na nim, jakby do pracy nie chodzili. Lecę, kilka sekund i po miasteczku. Zawracam nim znajdę się we wsi, których nie cierpię jeszcze bardziej. Ląduję na rynku, widać że obcy jestem, wszyscy znają wszystkich, wszyscy o wszystkich wiedzą, za wyjątkiem mnie, ja nie znam nikogo, nikt mnie nie zna. Ale wyróżniam się, idę pewnym krokiem, nie snuję się, siadam na ławce, książkę spod pachy wyciągam. "Trafny wybór" JK Rowling, choć w księgarni wybór coraz trudniejszy, zbyt wielu autorów przypada aktualnie na jednego czytelnika.
I gdybym trafił do takiego fikcyjnego Pagford, jak z powieści Rowling, to uciec chciałbym jak najprędzej. A zostać musiałem na ponad pięćset stron. Okładka nie zachęca, liternictwo powala tylko chwilowo, ilustracja nie przenosi w inny świat, a bohaterów od strony pierwszej jak w książce telefonicznej. Pogubić się łatwo, na szczęście autorka dłoń pomocną wyciąga, no cóż - miliard się zarobiło, wypada ulżyć czytelnikowi, bo mamy tam Sukhvinder, Milesa czy Shirley. Nie to co u niektórych polskich autorów, którzy zachowują się, jakby nie znali wszystkich liter alfabetu: Andrzej, Adam, Anastazy albo Zawadzki, Zarzycki, Zalewski.

Rowling na szczęście powieść zaplanowała precyzyjnie niczym wycieczkę “14 krajów w 72 godziny”, i uciec chciałoby się gdziekolwiek, a “Trafny wybór” nomen omen nie daje żadnego wyboru, za miejsce akcji mając tylko Pagford, w którym wiadomo: rynek, kościół, cmentarz, szkoła. I snująca się po nim ludzka ciżba, nieprzyjemna i brzydka, a jedyny sprawiedliwy członek tej społeczności umarł na dziesiątej stronie, pozostawiając wolne miejsce w radzie miejskiej.

I wielu tego miejsca łaknie, wakat pragnie wypełnić, z ideami wielkimi na ustach, swój malutki wszechświat zmieniać chcą, pozbyć się niezbyt udanego osiedla Fields, zamieszkiwanego przez zasiłkowo-metadonowy lumpenproletariat. Oddać je sąsiedniej gminie, a na ośrodek leczenia uzależnień bombę atomową zrzucić. Żeby ich Pagford piękne i kwitnące, a w nim wiadomo: rynek, kościół, cmentarz, szkoła i domki jak z folderu, ogródki jak “Z tygodnia na działce”, a pod tym całym eleganckim widoczkiem jak z pocztówki, wszystko się lepi od przemocy domowej, rasizmu, brudu, patologii, przywar jak u Krasickiego. W każdy kąt zaglądamy, pod każdy dywan, a “za każdą fortuną, kryje się zbrodnia”.

Banał, chciałoby się rzec, ale banał ładnie opakowany, z maestrią skonstruowany, niemal ideał jak z podręcznika creative writing. Obawiam się, że boom na kreatywne pisanie, które jak wiadomo jest najmniej kreatywne, dopiero u nas nastanie, a “Trafny wybór” to powieść popularna niemalże doskonała, co właściwie w Polsce brzmi jak obelga, bo tutaj można być albo grafomanem albo Miłoszem. Jakby nic pośrodku nie istniało. Dygresja, wybaczcie, ale bez nawiasu, bez których autorka obyć się nie umie, co drażni i powieść upodabnia do zeszytu matematyki z piątej klasy.

“Trafny wybór” to misterna konstrukcja, w której nawet ukradziony zegarek może być jak ta strzelba z Czechowa. Tu trzeba pani Rowling przyklasnąć, honory oddać i na kolana paść. Napięcie rośnie z każdą stroną, duch ostatniego sprawiedliwego pod kilkoma postaciami się objawia, zamęt siejąc, i obnażając na forum internetowym tajemnice mieszkańców Pagford, które jest siedliskiem zepsucia niczym Sodoma. Wszyscy bohaterowie zbrukani, wściekli, źli. Zwrotów akcji specjalnych nie ma, a te które są nie zwalają z nóg i nie walą jak obuchem w łeb. Odrobiny optymizmu w tym wszystkim brakuje, a i zakończenie też go nie przynosi.

W sytuacji szczęśliwej jestem, bo już wiem, że JK Rowling nie zamierza porzucić swoich dorosłych czytelników, i że na szczęście nie zamierza zostać literacką królową małomiasteczkowej Anglii, że do Londynu wróciła z akcją kolejnej powieści, że to kryminał, choć napisany jako Robert Galbraith. Wcisnę go pod pachę i polecę oddać się lekturze.

"Trafny wybór" (The Casual Vacancy) J. K. Rowling, Wydawnictwo Znak, 2012
 
stat4u
 
Blogger Templates